Na rynku pracy od lat trwa pewien spór – czy lepiej być mistrzem jednej dziedziny, czy raczej człowiekiem orkiestrą. Od klientów często słyszę: „Marta, pracuję w tylu obszarach, że sama już nie wiem, czy to atut, czy przekleństwo.” Albo: „Chcę wreszcie zdecydować się na jedną specjalizację, bo mam dość bycia od wszystkiego i od niczego.”
Znasz to uczucie? To właśnie o tym jest ten tekst – o wyborze między głęboką ekspertyzą a wszechstronnością w budowaniu swojej kariery.
Ekspertyza vs. wszechstronność – o co chodzi?
Na początek uporządkujmy pojęcia. Ścieżka oparta na ekspertyzie oznacza rozwój w głąb – pogłębianie wiedzy i umiejętności w jednym, wybranym obszarze, tzw. „fach w ręku”. To droga, w której stajesz się „tym człowiekiem od X”, który zna swoją dziedzinę na wylot. Ścieżka oparta na wszechstronności natomiast to rozwój w szerz – poznawanie różnych, często powiązanych dziedzin, budowanie zdolności łączenia wiedzy i doświadczeń, tak aby dostrzegać wzajemne powiązania. Obie ścieżki mają sens, różnią się tym, jak odpowiadają na nasze wewnętrzne potrzeby i oczekiwania rynku pracy.
Dlaczego ludzie wybierają ekspertyzę? Najczęściej spotykam się z trzema głównymi powodami:
- Ciekawość poznawcza – satysfakcja z wnikania w detale, dopracowywania niuansów, analizowania skomplikowanych zagadnień.
- Tożsamość zawodowa – pragnienie, by być rozpoznawalnym jako ekspert w konkretnej dziedzinie, by móc myśleć o sobie w jakiś konkretny sposób. Łatwiej się zidentyfikować.
- Pasja – ekspertyza pozwala realizować to, co nas naprawdę fascynuje, pogłębiać zainteresowania i czerpać radość z pracy w obszarze, który nas pociąga.
Dlaczego natomiast wybieramy wszechstronność? Również tutaj dostrzegam trzy główne motywacje:
- Elastyczność – łatwiej przeskakiwać między projektami i branżami, kiedy mamy podstawową orientację w kilku dziedzinach.
- Łączenie perspektyw – fascynuje nas widzenie powiązań: jak sprzedaż łączy się z marketingiem, marketing z rozwojem kategorii, dystrybucją, a nawet produkcją.
- Innowacyjność – nowe pomysły rodzą się tam, gdzie różne doświadczenia spotykają się ze sobą.

Co na to rynek?
Rzeczywistość rynkowa bywa tu ciekawa, bo nasze osobiste preferencje i popyt rynku nie zawsze idą w parze. Dane pokazują, że:
- do 2035 roku w Polsce powstanie ok. 5,6 mln wakatów, z czego 35% będą stanowić role specjalistyczne, wymagające ekspertyzy,
- aż 64% wakatów wymaga wysokich kwalifikacji, co oznacza, że powierzchowna wiedza już nie wystarcza,
- 39–40% umiejętności, które dziś posiadamy, w ciągu najbliższych 5 lat stanie się przestarzałych lub będzie wymagało aktualizacji.
Wniosek jest jasny: rynek potrzebuje zarówno ekspertów, jak i ludzi wszechstronnych, a miejsce, w którym Twoje predyspozycje spotykają się z oczekiwaniami rynku, nie zawsze jest oczywiste.
Coraz częściej mówi się o podejściu T-shaped. Linia pionowa T to Twoja ekspertyza, obszar, w którym masz największą wiedzę i doświadczenie. Linia pozioma T to orientacja w obszarach pokrewnych – jeśli rozwijasz się w sprzedaży, poziomo warto poznać marketing, rozwój kategorii, budowanie marki, dystrybucję, a nawet produkcję. To pozwala lepiej rozumieć procesy biznesowe i wchodzić w projekty międzydziałowe.

Co wybrać?
Jak sprawdzić, która opcja jest dla Ciebie? Oto kilka kryteriów, które warto wziąć pod uwagę:
- Preferencje poznawcze – lubisz wnikać w szczegóły, czy raczej łączyć różne wątki?
- Tożsamość zawodowa – zależy Ci na byciu „tym ekspertem od X”, czy wolisz elastyczność?
- Zmienność branży – Twój obszar jest stabilny, czy dynamiczny i podatny na zmiany?
- Prognozy rynkowe – raporty pokazują zapotrzebowanie na Twój obszar?
- Pokrewne dziedziny – czy istnieją obszary blisko Twojej pracy, które warto poznać poziomo?
- Energia i zasoby – ile czasu i energii możesz poświęcić na rozwój?
Nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Rynek potrzebuje zarówno głębokich ekspertów, jak i ludzi wszechstronnych, którzy potrafią łączyć kropki. Klucz leży w tym, by świadomie obserwować siebie i rynek, a następnie znaleźć miejsce, gdzie Twoje talenty spotykają się z potrzebami otoczenia.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Co chce rynek?”, ale raczej: „Gdzie spotyka się to, czego chce rynek, z tym, co naprawdę jest moje?”





